<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Wolne Pisarstwo</title>
<link>http://www.czas.pun.pl</link>
<description> Wolne Pisarstwo</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=24#p24</link>
<guid isPermaLink="false">24@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Cudowne chłodne powietrze. Doskonałe proste promienie starodawnego Słońca; odnajdujące drogę w kosmosie; każdą szparę między spokojnymi chmurami; ostatecznie, wpadając przez okno, zatrzymują się na moim policzku. Daję temu wspaniałemu zjawisku chwilę. Spałem koło czterech godzin, może pięciu. Nie jestem pewny kiedy dokładnie zasnąłem. Siedzę na kuchennej posadzce u wyjścia do salonu dla gości kafeterii. Mam pod sobą koc, na kolanach drugi. Ze zmęczenia nie byłem skory do rozglądnięcia się za bardziej dogodnym miejscem na odpoczynek, od skrawka podłogi przy kredensie, o który byłem cały czas oparty. <br /> Z delikatnym grymasem dopijam końcówkę z butelki po wczorajszym piwie. Szybko skutkuje to osobliwym, miłym uczuciem w pustym żołądku. Jedzenia znaleźliśmy niewiele, tyle by móc zasnąć bez bólu brzucha. Nadal będzie stanowiło to dla nas główny problem - poszukiwanie paliwa dla naszych coraz słabszych, wątłych ciał. Nie boję się jednak tak jak, zdawałoby się, powinienem. I nie zawdzięczam tego alkoholowi. Być może to ten widok wschodzącego słońca, który mnie powitał. Nigdy nie zwracałem większej uwagi na takie sprawy, nie widziałem natury w ten sposób. Obecnie jest to jedna z niewielu rzeczy mających w sobie nadzieję, choćby ziemia cała się zawaliła, to co widzę w oddali - ciepłe, dobrotliwe słońce, zawsze będzie odwiedzać te miejsce, obdarowując swym ciepłem i światłem. Czuję niemal, że niewiele brakuje a popłyną mi łzy. Natura w swojej czystej postaci jest taka dobra.. <br /> - Ach wystarczy, jeszcze do tego wrócę, może jutro rano, może za kilka dni. Będę wracał wielokrotnie, czuję że tego potrzebuję, dodaje mi to energii i sił psychicznych, a nic nie jest ważniejsze od siły psychicznej gdy człowiek znajduje się trudnym położeniu.<br />Myślę o Marut. Miejsce jest pogrążone w ciszy. Musi jeszcze spać, może znalazł na górze łóżko. Co teraz? Przecieram dłonią szorstką twarz. Spoglądam na szaro-różowe, smukłe palce. Żaden konstruktywny komentarz nie przychodzi mi na myśl. Poprawiam anorak, przecieram spodnie. Wstaję i rozglądam się. Miejsce choć z pewnością było bogate w dekoracje, obecnie jest opustoszałe. Na ścianach ślady po obrazach, pod oknami i za ladą szkło. Posadzka lepka, z rozległymi plamami w różnych kolorach. Kilka drewnianych krzeseł się ostało, trzy stoliki. <br /> W łazience odnajduję na kaflach w ciemnym kącie pojemnik z jakimś płynem czyszczącym, bez etykiety. Myję powoli ręce w zimnej wodzie. Brudne lustro ukazuje matową twarz, zapadłe policzki, wyraźne kości jarzmowe. Szeroko otwarte oczy bez wyrazu. Cienkie usta. Wycieram ręce o krawędź koszuli i kieruję się w stronę schodów.]]></description>
<pubDate>Sobota 4 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 4 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Ostra zima</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=23#p23</link>
<guid isPermaLink="false">23@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Adi u mnie nie ma nikogo, wszyscy wyjechali do Trzebnicy. Siadaj szybko przy kominku.<br />- Adrian bez chwili zastanowienia ściągną odzienie. Adi herbatki? Chętnie trochę zmarzłem na tym rowerze, odparł Adrian wpatrując się w ogień. <br />- Adam masz jeszcze drewna? Tak....ale już powoli się kończy.....mam nadzieje że wystarczy nam do końca tego kryzysu, odparł Adam z lekkim niepokojem. Jednak między nami panowała cisza i spokój jak by nic się nie stało. Sytuacja była jednak dramatyczna brak internetu, telewizji...... nawet szum w radiu, to doprowadza do paniki. Jednak nie poruszaliśmy tego tematu.]]></description>
<pubDate>Niedziela 16 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 16 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=22#p22</link>
<guid isPermaLink="false">22@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-Wiesz cokolwiek o tym zgromadzeniu? Czym są, czego chronią i w co nas wplączą? <br />Tylko żebyśmy się nie stali kozłami ofiarnymi w całej tej współpracy. Jak uważasz? Rigoue?? Czy ty mnie słuchasz??!!- było słychać mój poirytowany głos niosący się po sali.<br />Mój nowy kolega siedział na podłodze masując sobie brzuch bladymi palcami. Podniósł nagle swoje oczy i odparł:<br />-Czego się drzesz?! Przecież cie słyszę uderzył mnie w brzuch a nie w głowę. Najpierw to ja proponuje iść coś zjeść niedaleko stąd jest dobra knajpka pracuje tam moja znajoma i wejdziemy niezauważenie. Nad barem ma mieszkanie które chwilowo jest niewynajmowane, wiec możemy się tam spokojnie zastanowić. <br />-Dobrze. Prowadź.- Zaciekawiłem się tym schronieniem a perspektywa ciepłego posiłku i miękkiego łóżka przemawiała do mnie już od jakiegoś czasu.<br />Ruszyliśmy w drogę powrotną, ociężale stawiając stopy na błotnistej posadzce, poruszając się jak ślimaki. Tym tempem nie dojdziemy nawet za miesiąc, jednakże powrót był zaskakująco szybki. W dostaliśmy się na powierzchnie przez właz w trawniku na jakimś odludziu.<br />Idąc ulicą światła były pogaszone, nie było&nbsp; żywej duszy. Szliśmy bez słowa, słychać było tylko nasze buty chlapiące po kałużach. <br />Wynurzywszy się z krzaków zobaczyliśmy budynek, nieoświetlony z powybijanymi szybami w których były tylko deski wstawione na krzyż. Zielone okiennice były pourywane i rozrzucone po drodze. Rozglądając się podeszliśmy w pobliże budynku. <br />-Cafeterie Black.. No nieźle. Wygląda na opuszczoną. Nie wiem jak wy ale ja wchodzę.-Podszedłem do drewnianych drzwi i lekko popchnąłem, nie stawiały oporu.-Idziecie??... Jest jedzenie... -Przyszli zwabieni obietnicą smakołyków, ale była tylko szynka z puszki i piwo. Podzieliliśmy to miedzy siebie. To było najlepsze co jadłem od dawna, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu&nbsp; jakiegoś kocu powiedziałem:<br />Idę na zwiad na piętro, ktoś chętny?? - bohaterowie - hej nie bądźcie cioty!! Dobra pójdę sam, ale jak będzie jedno łóżko to ja śpię na nim.]]></description>
<pubDate>Czwartek 13 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 13 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=21#p21</link>
<guid isPermaLink="false">21@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Marut siedział na posadzce tuż przy ukrytym wejściu, opierając się o ścianę. <br /><br />Po drugiej stronie pomieszczenia Rigoue u boku swoich przyjaciół, pogrążony w głębokim śnie wypełniał ciszę beztroskim pochrapywaniem. Twarz miał już spokojniejszą, ale czoło nadal lekko zmarszczone, co podczas drzemki prezentowało się trochę komicznie. <br /><br />Po półgodzinie ze ściany wyszedł brat Sarii. Zerknął na chłopaka siedzącego obok, po czym podszedł się do reszty.<br />Witam, Was jeszcze nie znam.<br />Ekhm.. Spojrzał na śpiącego. Przyjaciele pośpiesznie go obudzili.<br />Rigoue zakasłał, stęknął. <br />-O, a ktoś Ty? zapytał nieprzytomnie.<br />Cisza.<br />- A, tak, Ty musiałeś być tam za ścianą, wiesz, masz niemiłą koleżankę. Pozostawiła nas samym sobie tu bez wytłumaczenia, aa teraz znowu jej nie widzę.<br />- Moja siostra jest jeszcze niedojrzała. Nie bierzcie tego do siebie.<br />- Ach, siostra, rzeczywiście podobny jesteś.<br />Ziewnął, pokiwał głową.<br />Wtem ciemnowłosy zgiął nogę w kolanie i szybkim kopem rąbnął Rigoue w prawy bok. <br />- Ty gnoju! Chłopak podniósł się szybko obejmując ręką brzuch.&nbsp; <br /><br />Marut zerwał się z podłogi.<br />Tamten się odwrócił. <br />-Hej, nie ma potrzeby. Sprawdzam tylko jacy z Was wojownicy. - Uśmiechnął się.<br />Nie ma przelewek moi drodzy, nie będziemy tutaj tkwić. Kiedyś trzeba wyjść, wtedy poznacie ból, ludzie na ulicach są zdeterminowani. <br />Jest Nas mało, będziemy szukać ludzi do współpracy, powoli powinniśmy rosnąć, wtedy będzie można już wyjść całą grupą i zając jakieś terytorium na świeżym powietrzu. W tej norze zwiędniemy, kanały wentylacyjne są zatkane. Drugim problemem jest kończący się zapas jedzenia, ostatnim - brak wody. Sarii zapewne już tam narzeka. Tutaj mamy jedynie spokój, ciszę, komfort. Po resztę trzeba <em>wychodzić</em>. <br /> Zatem moi kompani, ja idę odpocząć, Wy jak widzę potrzebujecie tego bardziej niż ja, mam poduszki, pledy. Zaraz wszystko zostanie przyniesione. <br />Prześpijcie się z tym, za kilka godzin się posilimy i dokończymy naradę.<br />Wracając mrugnął do Maruta.<br />Rigoue odprowadził go wzrokiem, z kwaśną miną.]]></description>
<pubDate>Âroda 5 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 5 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Wiosna</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=20#p20</link>
<guid isPermaLink="false">20@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dwudziesty szósty Kwietnia.<br /> Pierwszą tegoroczną, nieśmiałą burzę przywitałem blues'owym nagraniem &quot;Help me&quot; Sonny'ego Boy'a Williamson'a i uczciłem kubkiem rozpuszczalnej z mlekiem. Sam zostałem poczęstowany świeżą porcją ozonu i napastliwie wylizany chłodnym wiatrem.<br /> -Tak, też się stęskniłem, ale musisz zostać na zewnątrz.<br />Podniosłem się z krzesła i zamknąłem okno.<br />Tę osobliwą chwilę przerwały wibracje. Spojrzałem na szklane biurko, w stronę miotającego się telefonu.<br />-&nbsp; &nbsp; Tak? Tak. Leje, u mnie też leje. <br />Wróciłem do okna,<br />podniosłem brwi.<br />- Mógłbym przepłynąć się po asfalcie.<br /><br />-&nbsp; &nbsp; Nie wiem jak jutro będzie na tych rowerach, ale bez obaw, droga jest całkiem przyzwoita, także kałuże będą nam przeszkadzały tylko przy wyjeździe z miasta. Nie nazywałbym siebie cyklistą, jeśliby wilgotna nawierzchnia miała być powodem odwołania, czy przełożenia wycieczki, hehe. <br />- Noo, pewnie. Słuchaj, jutro to tylko początek, pierwsza część wyprawy. Dojedziemy tam do Moszny, już od kilku tygodniu myślę o tym.. zjawiskowym zamku, i o.. Rododendronach, podobno w okolicach Maja rosną tam na prawdę wielkie, także może się załapiemy. <br />- Tak, już w pierwszy dzień aparat będzie niezbędny.<br />- Hehehe<br />- A! Właśnie, tam na miejscu jest mały motel, wprawdzie będziemy musieli jeszcze kawałek podjechać, ale już dzwoniłem i będą pokoje czekały, drogo nie jest. <br />- Ja też właśnie nie, a zawsze chciałem spędzić noc w jakimś obskurnym motelu, widzisz to będzie kolejna atrakcja.<br />- Dobra, dobra, ja też muszę powoli myśleć o spaniu, widzimy się zatem jutro, ruszamy koło 7, u Ciebie powinniśmy być przed 14.<br />- Mhm, no to trzymaj się, najlepiej zalej sobie termofor, a szybciej zaśniesz, ja tak chyba zrobię, bo już wiem, że multum myśli będzie mi zaprzątać głowę. Przed snem jak już człowiek nie skupia się na żadnej czynności, wtedy te myśli powoli zlatują się ze wszystkich stron i działają jak kawa.<br />- Tak, spokojnie i dwie, trzy godziny można tak leżeć, niesamowite. A szczególnie, gdy na drugi dzień właśnie ma się zrobić coś niecodziennego. <br />- Dlatego życzę szybkich snów. <br />Trzymaj się.<br /><br />Rzuciłem telefon na łóżko, z powrotem usiadłem przed komputerem. Dokończyłem zimne ostatki kawy.<br />- Holender, jest kwadrans po siódmej, oby kofeina szybko przestała działać.<br />Raz jeszcze przejrzę mapy, żeby na każdym skrzyżowaniu nie było potrzeby się upewniać, w którą stronę się kierować. <br /> Po kilku minutach wyłączyłem komputer i mimo braku ochoty zabrałem się za ćwiczenia fizyczne, systematyczność to jeden z najważniejszych warunków w dążeniu do postępu.<br /><br />Ze wszystkimi cowieczornymi rytualnymi czynnościami uporałem się całkiem zgrabnie szybko, ciepły termofor czeka już na mnie w łóżku..<br /><br />Hihi, chyba szybko zasnę; świeżo, mięciutko i cieplutko..<br />Zgasiłem lampkę.]]></description>
<pubDate>Wtorek 4 Maj</pubDate>
<comments>Wtorek 4 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Ostra zima</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=19#p19</link>
<guid isPermaLink="false">19@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-Jasny gwint, idę przyrządzić sobie kakao. Jestem ciekaw jak tam radzą sobie chłopaki, jakie kroki już podjęli. Cóż to się stało..<br />Adrian zszedł zamyślony po schodach.<br />Jak tylko dotarł do kuchni włączył radio. Odpowiedział szum, i powtórzył się na każdej stacji.<br />-To wygląda poważniej niż się zdawało. Mruknął.<br />Podbiegł do salonu. Telewizja też martwa. Spojrzał na Laptop. -Internet! ostatnia nadzieja...<br /><br /> nic.<br /><br />Straszne - uśmiechnął się lekko. Nie wiem skąd, nie wiem jak, nie wiem kiedy koniec.. <br />Podniecenie przejęło inicjatywę. -Ha! Nie mam zamiaru przecież sam siedzieć! yyyy Adam! Jasne, pójdę do Adama!<br />W kuchni zaczęło syczeć.<br />Ach, mleko się zagotowało. <br /><br />Za oknem ulica, jak i zaparkowane przy niej pojazdy, wydawały się zmatowiałe. Szron pokrył wszystko i chyba dostał się w każdy zakamarek, za to śniegu nie było. <br /> Kurczę, zamiast się martwić, czuję że żyje. Zalał wolno kubek.<br />To może być niesamowite, normalnie jak na filmach, hehe - zaśmiał się nerwowo.<br /> I żadnego kontaktu ze światem.. W trzech łykach opróżnił naczynie.<br />Dobra, zatem dzwonię.. aa zaraz, skoro nie ma internetu to i z telefonu nie będzie pożytku, ale upewnię się..<br />Hmm, tak, nic z tego. Właściwie nie potrzebuję go, Adama na bank zastanę w domu.<br /> Pobiegł do pokoju, gdzie wyciągnął z szafy plecak, otrzepał z kurzu i zaczął pakować swetry.<br />- Cokolwiek, żeby dało ciepło.. - koc, mam jakiś koc? Jest , ok.<br />Co jeszcze brać, co jeszcze, nie wiadomo kiedy wrócę.. nie mam pomysłu, co w takiej sytuacji powinienem spakować?<br />O! świece, zapałki, latarkę.. biblię, oczywiście! Nie raz bez namysłu odpowiadałem, że gdybym miał zabrać na bezludną wyspę jedną rzecz, to była by to biblia! Dobra, to by było na tyle. Adam też coś będzie miał. Ale właśnie,&nbsp; jak ja tam do Niego dotrę?<br />Adrian usiadł, położył plecak na kolanach, głośno odetchnął. Bębniąc palcami w pakunek zastanawiał się nad tym czy rower zdoła go zawieść na miejsce. <br />- Właściwie czemu rower miałby być zły.. jadąc wolno wytrzymam, oby nie było za dużego wiatru..<br />Chwilę potem siedział już za kierownicą.<br />Co za mróz, ale wiatru nie ma, dam radę.<br /> Droga była pusta, ludzi dostrzegał tylko w co poniektórych domach wyglądających niespokojnie przez okna. <br />Pod drzewami leżały połamane gałęzie, co jakiś czas mijał leżące na ulicach martwe ptaki.<br /> <br /> Na miejscu jak tylko zapukał, drzwi otworzył mu przyjaciel. <br />Bez słowa, ale uśmiechnięci uścisnęli sobie dłonie.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 3 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 3 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=18#p18</link>
<guid isPermaLink="false">18@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Patrzyłem jak wchodzi w dywan zawieszony na ścianie. Niemożliwe. Ruszyłem tunelem oświetlanym przez pochodnie. Po pięciu minutach byłem na miejscu. Mały pokój otoczony zewsząd poduszkami, i pośród nich siedział dwudziestoparoletni mężczyzna o ciemnych włosach i jasnej cerze. Bez wątpienia musiał być bratem Sarii.<br />-Usiądź, proszę- powiedział stanowczym głosem-Chciałbym Ci bardzo podziękować za opiekę nad moją malutką siostrzyczką. Ma taka naturę ,że&nbsp; zawsze pcha swój śliczny nosek tam gdzie nie trzeba.Przejdę może do konkretów. Z racji tego, że wiesz gdzie jest nasze mieszkanie i jak tu trafić możesz stać się dużym kłopotem dla naszej społeczności, jednakże z racji pomocy udzielonej księżniczce&nbsp; możesz przyłączyć się do nas. Po twojej minie widzę, że jesteś zdezorientowany, ale to dobrze. Jesteśmy starym królewskim rodem, strzegących naszych przodków i ich sekretów.Ukrywamy się bo jesteśmy prześladowani, zarazie nic więcej nie mogę ci powiedzieć. Dam Ci czas do namysłu, a teraz już idź i zabierz swoich znajomych. Skontaktujemy się z Tobą wkrótce. Do zobaczenia.<br />Podczas całego tego monologu, nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić.Czy uciekać czy zachowywać się jakby nic się nie stało.Kiedy mężczyzna skończył wymaszerowałem, nie wydusiwszy z siebie ani jednego słowa. W korytarzu dołączyli do mnie znani mi już goryle z prywatnej obstawy Sarii. Nie pomyślałbym że ucieszę się na widok Rigoue, który spokojnie drzemał w rogu sali.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 3 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 3 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=17#p17</link>
<guid isPermaLink="false">17@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[W pomieszczeniu panował zaduch. Ciężkie, majestatyczne żyrandole zwisały z sufitu na długich zardzewiałych drutach, wspomaganych brudnymi sznurami. Zżółkłe światło obnażało leniwie unoszący się kurz. <br /> Rigoue zerknął na Aev'a, który utkwił swe oczy w dziewczynie jakby spodziewał się, że zaraz zniknie.<br />Sam też wypatrywał ukrytego przejścia, jednocześnie kątem oka śledząc parę kierującą się w stronę przeciwległej ściany. <br /> Postacie mignęły, zniknęły na ułamek chwili. Rigoue wydał zduszony okrzyk. <br /> -zniknęli.. nie, są . cholera, co za figle, jaźń mi fiksuje, niedobrze, jak w najbliższym czasie nie odpocznę, to stanie się nieprzyjemnie, ouufffff...<br />- eej! spojrzał na przyjaciół wskazując na Serii i Marut. <br />Dziewczyna uderzyła w rozciągnięty wysoko od sufitu aż do posadzki arras. Dzieło okazało się składać z dwóch części, bo po chwili przez środek przedarła się pionowa jasna linia, po czym materiał zawisł na skrajach. Wnęka ukazała betonowe, raczej łagodnie prowadzące ku górze schody z przytwierdzonymi deskami.<br /> Sarii od razu ruszyła. Marut jeszcze stał, szybko zerknął za siebie, zdążyłem zauważyć, że oczy miał szeroko otwarte. Zaraz oboje zniknęli nam z oczu. <br />Dało się jeszcze posłyszeć wysoki głos dziewczyny:<br />- pociągnij za chwast<br />Arras na powrót niepozornie spoczywał na ścianie. <br /><br />- czuję się jak powietrze, znowu mamy czekać? Rigoue usiadł na dywanie.<br />To nawet lepiej, niech się dzieje co chce, ja się położę.]]></description>
<pubDate>Sobota 1 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 1 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Ostra zima</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=16#p16</link>
<guid isPermaLink="false">16@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nadchodzą ciężkie czasy. Matka natura tak łatwo nam nie&nbsp; popuści&nbsp; za krzywdy wyrządzone ludzką ręką.Potężne mrozy doszczętnie sparaliżowały ruch komunikacji miejskiej. Samochody które zostały pozostawione na ulicach, nie odpalają. Drzewa strzelają z zimna. Rury które są umieszczone głęboko w ziemi pękają pod wpływem bardzo niskiej temperatury która panuje w całym kraju. Z pierwszych notowań policji wynika, że zmarło z zimna 350 osób w ciągu jednej nocy. Sytuacja&nbsp; pogarsza się z dnia na dzień, a w niektórych państwach ogłoszono stan klęski żywiołowej. Następne dni przynoszą nowe ofiary zamarznięcia. Zmarło 1000 osób w ciągu tygodnia. Cena paliwa, drewna, koksu i węgla wzrosła pięciokrotnie.......&nbsp; <br /><br />W skrajnych sytuacjach zostaje tylko modlitwa i wiara w lepsze jutro. Wiara która będzie i w człowieku i która nigdy nie zgaśnie. W dzisiejszych czasach czasami zapominamy o modlitwie a tylko dlatego bo mamy stabilizację. Wiemy co się stanie jutro, mamy prognozę&nbsp; pogody i plany na przyszłość. <br /><br />Nissan ledwo co odpalił po tygodniowym pobycie w garażu. Rozpuszczalnik dodany do benzyny był dobrym pomysłem....<br />Byłem jedyną osobą która pojawiła się na ulicy.....chciałem to poczuć. Wychodząc z samochodu zgasiłem silnik i wyszedłem&nbsp; na środek ulicy aby delektować się tą chwilą ciszy. O godzinie 15:40 było całkowicie pusto.]]></description>
<pubDate>Sobota 1 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 1 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=10#p10</link>
<guid isPermaLink="false">10@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-Marut.-uciąłem krótko.<br />Oczekiwanie stało się nieznośne, wiec starałem się myśleć o czymś innym. Właśnie wtedy kiedy życie zaczynało układać się po mojej myśli, wpadłem w to bagno aż po same uszy. Zaczynałem studia na wydziale Prawa, poznałem sympatyczną Lussy z którą mogłem przeżyć resztę swojego życia, a teraz siedzę w tej norze oczekując na nie wiadomo co z bandą świrów, których szef jest spięty jak majtki w kroku. Zresztą patrząc na niego to obraz nędzy i rozpaczy.&nbsp; Wątłe ciało i podkrążone oczy, pewnie nie spał jakiś czas. Kurtkę na ciasną jak kaftan wariata, ale bystre spojrzenie w którym ukryta jest wieczna czujność. Gdyby jeszcze tyle nie jazgotał.Nagle pośród całej paplaniny do mojego mózgu doszło jego ostatnie pytanie:<br />-To co my tu w&nbsp; końcu robimy??<br />-Nie pytaj mnie, wiem tyle co i Ty.-Widać po skwaszonej minie, że nie takiej spodziewał się odpowiedzi.<br />Wygrzebałem paczkę z fajkami zapalając&nbsp; pośpieszne rozmyślałem ile to może jeszcze potrwać.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; *&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;*&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; *&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; *<br /><br />Kilka godzin później drzwi otworzyły się i zalało nas żółtawe ciepłe światło. Tamci nawet nie drgnęli, więc postanowiłem sam ruszyć ku przeznaczeniu. Kiedy przestąpiłem próg moim oczom ukazała się ogromna komnata z pozłacanymi ramami obrazów otaczających mnie zewsząd. Pośrodku rozwinięty był biały dywan na mozaikowanym parkiecie.Najdziwniejsze w tym wszystkim było to że nie było tam innych drzwi ani okien, to w jaki cudowny sposób zniknęła stąd Sarii?? I kto otworzył drzwi?? Te pytania dręczyły nas wszystkich. Rozglądając się zauważyłem że obrazy przedstawiają poszczególne stacje drogi&nbsp; krzyżowej. Zapatrzony&nbsp; w przepiękne płótna nie zauważyłem skąd między nami pojawiła się Sarii. Uśmiechała się łagodnie a włosy spływały jej jak wodospady po ramionach.<br />-Marut, mój brat chce Cie poznać i podziękować za pomoc. Chodź ze mną.- jej głos rozdzwonił się jak konwalie na wietrze, a mnie owiała spokojna nadmorska bryza.]]></description>
<pubDate>Czwartek 29 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Czwartek 29 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Niewybaczalne</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=9#p9</link>
<guid isPermaLink="false">9@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-Cześć Kochanie<br />Jestem u Franka. Tak, coś się stało, porozmawiamy jak wrócę. Muszę już kończyć, dobrze? Nie martw się, niedługo będę. Wiem, pamiętam,&nbsp; mieliśmy się wcześniej kłaść, ale to poważna sprawa, wyjątkowa, także.. muszę kończyć .Ok, pa.<br /><br />Jerry odłożył słuchawkę. Odetchnął, przyłożył dłonie do twarzy.<br /><br />-Fraaank!!... Wypuść mnie, proszę.. wypuść mnie, nie można tak! <br /> <br />(***)<br /><br />Urywek nowego Horroru. Premiera niedługo.]]></description>
<pubDate>Âroda 28 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Âroda 28 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=8#p8</link>
<guid isPermaLink="false">8@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rigoue zwymiotował<br /><br />-Jasny gwint, od czego to.. <br />Szybko przetarł usta palcami i strząsnął w kałużę. Rozejrzał się, spojrzał za siebie, jego dwójka znajomych zamykała wycieczkę. Aev pewnie znowu miał te sny, ostatnio ciężko u niego z psychiką. Twarze mieli szare, nic się nie odzywali. Sam też nie miał ochoty na rozmowę. Byliśmy tam umówieni, pomyślał rozgoryczony, mieliśmy czekać.., ale czekaliśmy kilka bitych godzin! ii nie pojawili się. Zamiast tego ta panienka zaprosiła swoich goryli. Co to w ogólne za przedstawienie. W dodatku bez żadnych konsultacji ruszyli przed siebie. I cóż mieliśmy zrobić, powlekliśmy się za nimi, nęceni aurą tajemniczości, którą zdążyli wokół siebie wytworzyć. Choć ryzykowaliśmy, bo oczywiście drugim powodem przyłączenia się do Nich było poczucie bezpieczeństwa, którego wszyscy pragnęli nie mniej niż napełnić puste żołądki, to jednak byli nam obcy i nie znane Nam są ich zamiary. <br /> Poczuł na sobie wzrok. Ach to On. Marut.. co za bzdura, ale z kim mógł rozmawiać, dziwnie się zachowywał, kolejna postać z bajki. Stał teraz kilka metrów przed Nim. Zatrzymaliśmy się i czekaliśmy, aż tamci skończą rozmawiać. Nie mogą po prostu otworzyć tych drzwi? Swoją drogą sam bym się wahał, nie mam pojęcia co może się tam za nimi kryć, moja wyobraźnia nie sięga aż tak daleko, by przejść przez wrota w kanałach. <br /> Odpowiedź przyszła sama, drzwi otworzyły się.. same? Nie ktoś jest za nimi, holera ktoś otworzył drzwi z drugiej strony!<br />Dziewczyna już miała przestąpić próg, odwróciła się - wy tu poczekajcie. Chwilę potem zniknęli po drugiej stronie.<br /><br />Dobra, teraz już trzeba się poznać, musimy to wszystko obgadać. Podszedł do chłopaka.<br /><br />-Mamy czekać, co? Powinniśmy się wreszcie sobie przedstawić, jestem Rigoue. Ci z tyłu to moi przyjaciele.]]></description>
<pubDate>Wtorek 27 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 27 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=7#p7</link>
<guid isPermaLink="false">7@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jest zbyt późno. Kroki. Kroki. Zbliżają się coraz głośniejsze i szybsze. Powietrze zafalowało od ruchów spoconych ciał, lecz nie było słychać żadnego oddechu, tylko kroki. Uderzenia wojskowe, już nie pojedyncze, może dwóch lub trzech mężczyzn. Idą szybko i pewnie jakby wiedzieli, znali miejsce naszego schronienia. Sarii, młoda kobieta stojąca obok zniszczonej ściany omiotła wzrokiem otoczenie i utkwiła swoje przenikliwe zielone oczy we mnie. Czułem jak rozkłada moją dusze i myśli na czynniki pierwsze jak zręczny zegarmistrz&nbsp; trybiki Rolex'a. Zaiste było w niej coś nie z tego świata.<br />Drzwi skrzypnęły a kroki ucichły. Już tu są. Przerażony spojrzałem w stronę zgrzytu. Stał tam mężczyzna około 190cm , swoją posturą zasłaniał trzech pozostałych. Było ciemno i nic nie widziałem,&nbsp; poza błękitnym wyświetlaczem dzwoniącego w rogu telefonu.<br />- Odbierz - powiedział ochrypły głos- ODBIERZ! <br />Podniosłem telefon i wcisnąłem klawisz. W głośniku odezwał sie kobiecy głos<br />- hallo, Marcus??<br />-Nie<br />-Kto mówi, hallo??<br />Sparaliżowało mnie. Impulsy nerwowe przeskakiwały po neuronach w poszukiwaniu odpowiedzi, oby tylko obcy nie zauważyli wahania w moim głosie.<br />-Marut..-odpowiedziałem, to jedyne co krążyło mi po głowie od jakiegoś czasu. Imię anioła, uczącego magii w Koranie.Idiota! Moje rozważania przerwał szloch w słuchawce.<br />-Gdzie jest Marcus....zabiję Cię jeśli mu coś zrobiłeś!!!<br />Rozłączyłem się.<br />-Panienko,przepraszamy za spóźnienie.Zgubiliśmy drogę przez słaby sygnał&nbsp; odbiornika w tych podziemiach.-powiedział barczysty mężczyzna stojący w drzwiach- Kim jest ten mężczyzna?- wskazał mnie grubym palcem.<br />-To Marut, nie słyszałeś??-Głos Sarii nabrał szorstkości, kiedy się zwracała, jak sadzę do dowódcy.- Ochraniał mnie kiedy was nie było,odpowiecie za to przed Najwyższym.Ruszajmy bo nie ma czasu.-Ucięła krótko.<br />Narzuciwszy swój kaptur, ruszyliśmy wąskimi korytarzami wijącymi się w nieskończoność. Pomimo swojej drobnej budowy i alabastrowej skóry dziewczyna dotrzymywała kroku wysportowanym wojskowym.Powróciłem w myślach do momentu kiedy poznaliśmy się w tym pokoju. Uciekała przed kimś, ale przed kim??. Tak naprawdę to nic o niej nie wiedziałem, poza tym że była piękna i oschła dla swoich ochroniarzy. <br />Znowu się w coś wplątałem, oby to nie była jakaś sekta bo skończę jako ofiara dla jakiegoś nieistniejącego Bóstwa pokroju Potwora Spaghetti. Korytarz dobiegł końca, a nam ukazały się masywne drzwi jak z skarbca bankowego.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Nowa Era</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=6#p6</link>
<guid isPermaLink="false">6@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Aby opanować sytuacje która nastąpiła w tak gwałtownym czasie potrzeba nam spokoju i ciszy......ciszy która nas uspokoi i ukoi&nbsp; nasze nerwy........zamykamy oczy. Niestety nie mogę się skupić... chłód i nerwy mi przeszkadzają. Wszyscy zatem usiedli bardzo blisko siebie aby uzyskać wspólne ciepło. Wszyscy po krótkim czasie zasneli. To było piękne niebieskie niebo, dzikie zwierzęta i taka równowaga...szum czystej morskiej wody a w odbiciu wody,ujrzałem&nbsp; miłość mojego życia...Lekko bladawa cera, brązowe sarnie oczy, malinowe usta, geste brązowe włosy i te delikatne dłonie. Jej uśmiech jest jak zachód słońca. Zrywając stokrotkę spojrzała na niebo które wyglądało jak lazur który otacza nas ze wszystkich stron. Nagle usłyszałem w półśnie&nbsp; huk stłuczonej butelki. Zerwałem się pierwszy i szybko sprawdziłem godzinę na starym, obdartym i jeszcze działającym telefonie. Była 8:45]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>przystanek</title>
<link>http://www.czas.pun.pl/viewtopic.php?pid=5#p5</link>
<guid isPermaLink="false">5@http://www.czas.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[i tu nas zaprowadziła wyobraźnia <br />poskładana ze snów, migawek z przeszłości, <br />zapadniętych w pamięć motywów cudzej twórczości<br /><br />teraz widzimy że możliwe jest doświadczenie nowego rodzaju przeżycia, radości, dotykającego serce, przenikającego kości.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 26 KwiecieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
